aktualizacja wpisu blogowego - case study copywritera

Case study: aktualizacja wpisu blogowego, która poprawiła widoczność o 470%

Spis treści

470% wzrostu widoczności bez nowych linków i ingerencji w meta tagi. Jak to możliwe? Odpowiedź leży w danych, których większość z nas nie sprawdza.

W świecie SEO często mówi się o „nowym contencie” jako głównym motorze wzrostu. Tymczasem w praktyce bardzo duża część potencjału leży już w istniejących artykułach – szczególnie tych, które „coś tam rankują”, ale nie wykorzystują pełni swoich możliwości.

To case study pokazuje właśnie taką sytuację. Analizowany artykuł od początku był dobrze dopasowany do głównego zapytania i generował ruch z wyszukiwarki. Jednak problem polegał na tym, że widoczność była fragmentaryczna – tekst pojawiał się na wiele powiązanych fraz, ale nie odpowiadał na nie w wystarczająco precyzyjny sposób. W efekcie tracił znaczną część potencjalnego ruchu, szczególnie w obszarze long tail, czyli bardziej rozbudowanych fraz.

Zamiast tworzyć nowy materiał, zaproponowałam klientowi aktualizację istniejącej treści. Co istotne – bez ingerencji w elementy techniczne, takie jak meta title, description, URL czy linkowanie. Całość opierała się wyłącznie na zmianach w strukturze i zawartości tekstu.

Efekt? W ciągu kilku miesięcy artykuł zwiększył liczbę wyświetleń w Google ponad 5,5-krotnie, a liczba kliknięć wzrosła ponad dwukrotnie.

W dalszej części pokażę:

  • gdzie dokładnie leżał problem w pierwszej wersji tekstu,
  • jakie zmiany zostały wprowadzone na bazie danych z GSC,
  • oraz jakie mechanizmy SEO odpowiadają za uzyskany wzrost.

To przykład, który dobrze pokazuje, że w wielu przypadkach największe rezerwy wzrostu nie wymagają nowych publikacji – tylko lepszego dopasowania istniejących treści do realnych intencji użytkowników.

Punkt wyjścia: artykuł, który „już działał”, ale nie skalował się

Analizowany artykuł opublikowano w lutym 2025. Od początku był poprawnie zoptymalizowany pod główne zapytanie: „jak nauczyć się niemieckiego”.

Zawierał:

  • logiczny plan nauki rozpisany na 6 miesięcy,
  • podstawową strukturę nagłówków,
  • treść odpowiadającą na główną intencję użytkownika.

Efekt? Artykuł generował ruch i pojawiał się w wynikach wyszukiwania na istotne frazy. Na pierwszy rzut oka – wszystko działało.

Co pokazały dane z Google Search Console?

Dopiero analiza danych ujawniła właściwy obraz sytuacji. Artykuł wyświetlał się nie tylko na główne frazy, ale również na szeroki zestaw zapytań powiązanych, m.in.:

  • „od czego zacząć naukę niemieckiego”
  • „jak nauczyć się niemieckiego samemu”
  • „jak zacząć naukę niemieckiego”
  • „jak skutecznie uczyć się niemieckiego”
  • jak szybko się nauczyć niemieckiego”
  • jakie są materiały do nauki języka

To bardzo istotna obserwacja. Google już „testowało” artykuł na różne intencje użytkowników. Artykuł był widoczny, ale nie był wystarczająco trafny dla wielu zapytań.

Kluczowy problem: niedopasowanie do pełnego search intent

Gdy zobaczyłam listę fraz w GSC od razu zapaliła mi się w głowie lampka. Pierwsza wersja tekstu była skoncentrowana głównie na jednej osi: plan nauki języka niemieckiego w czasie, ale miała ogromny potencjał na rozbudowę.

W tekście zabrakło odpowiedzi na równie ważne pytania, które pojawiają się na początku procesu nauki, takie jak:

  • od czego zacząć,
  • jak uczyć się samodzielnie,
  • jak szybko można osiągnąć efekty,
  • jakie materiały wybrać.

W efekcie:

  • artykuł trafiał do szerokiego zestawu zapytań,
  • ale nie dawał pełnej odpowiedzi na ich kontekst.

To klasyczny przypadek, w którym: content jest „tematycznie poprawny”, ale nie jest wystarczająco kompletny z punktu widzenia użytkownika.

Sygnały ostrzegawcze w danych

Na poziomie danych wyglądało to następująco:

  • stosunkowo wysoka liczba wyświetleń na frazy long tail,
  • niski CTR dla wielu zapytań,
  • widoczność na frazy, które nie były bezpośrednio zaadresowane w treści.

To bardzo charakterystyczny wzorzec. Google sprawdza różne dopasowania, ale użytkownik nie znajduje dokładnie tego, czego szuka.

Wniosek przed optymalizacją artykułu

Zamiast tworzyć nowy artykuł, bardziej racjonalnym podejściem było: wykorzystanie istniejącego adresu URL, który już miał widoczność i autorytet. Wystarczyło rozszerzyć go o brakujące elementy. Kluczowe założenie było proste: nie zmieniamy tematu – poszerzamy go tak, aby pokrywał pełne spektrum intencji użytkownika.

Aktualizacja wpisów blogowych pozwala:

  • zwiększyć trafność przekazu, 
  • poprawić dopasowanie do zapytań,
  • i wykorzystać istniejącą pozycję w SERP zamiast budować wszystko od zera.

Co zmieniłam w artykule i dlaczego to miało znaczenie SEO?

Decyzja o aktualizacji nie polegała jedynie na „dopisywaniu treści”, tylko na świadomym przeprojektowaniu artykułu pod kątem tego, jak użytkownik faktycznie szuka informacji.To ważne rozróżnienie.

Nie chodziło o to, żeby tekst był dłuższy, a niestety wiele osób właśnie na tym skupia się podczas aktualizacji. Zdecydowanie ważniejsze jest przewidzenie realnych scenariuszy wyszukiwania danego tematu. Czyli trzeba „wejść w buty odbiorcy”, o których tak często wspominam podczas moich szkoleń i konsultacji.

Rozszerzenie artykułu o brakujące etapy ścieżki użytkownika

Pierwsza wersja tekstu zakładała, że użytkownik jest już zdecydowany na naukę i szuka planu działania. W praktyce dane pokazały coś innego.

Duża część zapytań dotyczyła wcześniejszego etapu:

  • „od czego zacząć naukę niemieckiego”
  • „czy warto uczyć się niemieckiego”
  • „jak uczyć się samodzielnie”
  • „ile trwa nauka niemieckiego”

To są pytania z innej fazy decyzji. Dlatego artykuł został rozszerzony o sekcje, które odpowiadają na te potrzeby m.in. wprowadzenie „dlaczego warto” oraz konkretny punkt startowy dla początkujących.

Efekt? Artykuł przestał być tylko „planem nauki”. Stał się konkretnym przewodnikiem dla osoby na starcie.

Przebudowa struktury nagłówków pod intencje wyszukiwania

W pierwotnej wersji struktura była poprawna, ale dość liniowa. Po aktualizacji nagłówki zaczęły pełnić dodatkową funkcję: odpowiadają na konkretne zapytania wpisywane w Google

Przykłady:

  • „Od czego zacząć naukę niemieckiego?”
  •  „Jak szybko nauczyć się niemieckiego?”
  • „Samodzielna nauka niemieckiego – jak uczyć się efektywnie?”
  • „Jakie są najlepsze materiały do nauki języka niemieckiego od podstaw?”

To nie są przypadkowe nagłówki, ale bezpośrednie odwzorowania zapytań użytkowników.

Dzięki temu:

  • Google lepiej dopasowuje artykuł do różnych fraz,
  • użytkownik szybciej znajduje dokładnie to, czego szuka.

Nagłówek = odpowiedź na zapytanie.
A nie tylko ozdobnik, czy struktura „dla zasady”.

Wprowadzenie checklist jako elementu zwiększającego użyteczność

Jedną z najważniejszych zmian – choć na pierwszy rzut oka „UX-ową” – było dodanie checklist dla każdego etapu nauki. To pozornie prosty element, ale jego rola jest większa, niż się wydaje.

Checklisty:

  • porządkują wiedzę,
  • skracają dystans między teorią a praktyką,
  • zwiększają zaangażowanie użytkownika.

W tym przypadku miały dodatkowy efekt: zamieniły artykuł z „treści do przeczytania” w „narzędzie do wykorzystania”. To subtelna, ale bardzo istotna zmiana.

Content, który można od razu zastosować > content, który tylko się czyta.

Dodanie sekcji FAQ jako odpowiedzi na long tail

W czasach AI Overviews to element wręcz obowiązkowy w każdym dobrze rankującym tekści. Co ważne, sekcja FAQ nie została dodana „bo tak się robi w SEO”. Została oparta bezpośrednio na danych z Google Search Console.

Pytania, które się tam pojawiły, zostały przepisane do artykułu w formie:

  • nagłówków,
  • krótkich, konkretnych odpowiedzi.

Dodatkowo przygotowano dane strukturalne (schema FAQ), które pomagają wyszukiwarce lepiej interpretować tę sekcję.

Efekt:

  • artykuł zaczął przejmować ruch z bardzo konkretnych zapytań,
  • zwiększyła się widoczność na frazy typu „czy”, „jak”, „ile”.

Naturalne rozszerzenie pokrycia słów kluczowych

Co istotne – w całym procesie nie było sztucznego „upychania fraz”. Rozszerzenie tematu automatycznie wygenerowało nowe pokrycie keywordów. To ważny mechanizm, który stosuję od lat. Nie optymalizuję tekstów pod frazy. Optymalizuję pod pytania, a dzięki temu frazy pojawiają się same.

Najlepsze SEO to efekt uboczny dobrze zaprojektowanej treści.

Brak zmian technicznych jako świadoma decyzja

W większości projektów SEO pierwszym odruchem jest sięgnięcie po zmiany techniczne: optymalizacja meta tagów, poprawa linkowania wewnętrznego, przebudowa adresów URL czy próba zdobycia linków zewnętrznych. W tym przypadku zdecydowałam się świadomie z tego zrezygnować.

Dlaczego? Bo punkt wyjścia był już wystarczająco dobry.

Artykuł miał:

  • stabilną widoczność,
  • poprawnie ustawione meta dane,
  • ugruntowaną pozycję w wynikach wyszukiwania.

Problem nie leżał w tym, że Google „nie widział” treści. Wręcz przeciwnie – widział ją i testował na wielu zapytaniach. Problem polegał na tym, że treść nie była wystarczająco dopasowana do pełnego spektrum tych zapytań.

W takiej sytuacji zmiany techniczne nie rozwiązałyby głównego ograniczenia. Dlatego podejście było proste: zamiast poprawiać sygnały wokół treści, należało poprawić samą treść.

Brak zmian w obszarze:

  • meta title i description,
  • struktury URL,
  • linkowania wewnętrznego i zewnętrznego,
  • daty publikacji,

pozwolił jednoznacznie ocenić wpływ wprowadzonych modyfikacji.

Dzięki temu efekt, który pojawił się w kolejnych miesiącach, można przypisać bezpośrednio:

  • lepszemu dopasowaniu contentu do intencji użytkownika,
  • oraz jego rozszerzeniu o brakujące elementy.

To istotny wniosek z perspektywy strategii SEO. 

W wielu przypadkach problemem nie jest brak optymalizacji technicznej, ale niedopasowanie treści do tego, czego użytkownik faktycznie szuka. A to oznacza, że największy potencjał wzrostu często nie leży w „SEO technicznym”, tylko w jakości i strukturze contentu.

Efekty aktualizacji wpisu blogowego – co się zmieniło?

Pierwsze efekty aktualizacji nie pojawiły się natychmiast. I to jest istotne. W tym przypadku zmiany zostały wprowadzone 4 listopada 2025, a wyraźny wzrost widoczności zaczął być widoczny dopiero po kilku tygodniach. To typowy scenariusz – szczególnie przy aktualizacji istniejącego contentu, a nie publikacji nowego. Z czasem jednak trend stał się jednoznaczny.

Wzrost liczby wyświetleń – efekt lepszego dopasowania do zapytań

Najbardziej widoczna zmiana dotyczyła liczby wyświetleń. Artykuł zaczął pojawiać się w wynikach wyszukiwania znacznie częściej — nie dlatego, że „awansował” na jedną konkretną frazę, ale dlatego, że: został dopasowany do znacznie większej liczby zapytań. W praktyce oznacza to przejście z widoczności na kilkanaście fraz do obecności w wynikach dla setek wariantów zapytań.

Przed optymalizacją artykuł był widoczny na ok. 120 zapytań, natomiast po aktualizacji liczba ta wzrosła do ponad 300. To bardzo ważne rozróżnienie. Nie był to wzrost punktowy, ale wzrost systemowy.

Twarde dane: co oznacza liczba 470%?

aktualizacja wpisu blogowego - dane do Google Search Console

Przed aktualizacją artykuł generował 2 549 wyświetleń i 53 kliknięcia w analizowanym okresie (3 miesięcy). Po 6 miesiącach od wdrożenia zmian liczba wyświetleń wzrosła do 14 513, a liczba kliknięć do 113. Oznacza to ponad 5,5-krotny wzrost widoczności oraz ponad dwukrotny wzrost ruchu z wyszukiwarki – bez żadnych zmian technicznych (oprócz schema) czy link buildingu.

Widoczność nie wzrosła dzięki jednej frazie. Wzrosła dzięki pokryciu dziesiątek mikro-intencji.

Wzrost kliknięć – lepsze dopasowanie treści do użytkownika

Wzrost wyświetleń przełożył się bezpośrednio na wzrost kliknięć. To nie zawsze jest oczywiste. Często artykuł może mieć więcej wyświetleń, ale jeśli nie trafia w intencję użytkownika – liczba kliknięć pozostaje bez zmian. 

W tym przypadku było inaczej.

Dodanie sekcji odpowiadających na konkretne pytania sprawiło, że użytkownik:

  • szybciej rozpoznawał, że znajdzie tu odpowiedź,
  • częściej decydował się wejść na stronę,
  • rzadziej „odbijał się” od wyniku.

Eksplozja long tail – najważniejszy efekt całej aktualizacji treści

Najciekawsza zmiana nie dotyczy jednak samych liczb, tylko struktury ruchu. Po aktualizacji artykuł zaczął rankować na szeroki zestaw fraz long tail, takich jak:

  • „od czego zacząć naukę niemieckiego”
  • „jak zacząć naukę niemieckiego”
  • „jak szybko nauczyć się niemieckiego”
  • „jak nauczyć się niemieckiego”
  • „jak nauczyć się niemieckiego od podstaw”
  • „samodzielna nauka niemieckiego od podstaw”
  • „nauka niemieckiego samemu”
  • „ile trwa nauka niemieckiego”

To dokładnie te obszary, które zostały rozwinięte w treści. Nie jest to przypadek. Google nie „zgaduje” – dopasowuje treść do tego, co w niej faktycznie jest.

Stabilność pozycji przy rosnącym zasięgu

Co ciekawe, artykuł nie stracił pozycji na główne frazy. To też jest bardzo ważny sygnał. Często pojawia się obawa, że rozbudowa treści „rozmyje” temat i pogorszy ranking.

Tutaj stało się odwrotnie:

  • artykuł utrzymał swoje pozycje
  • jednocześnie rozszerzył zasięg

To pokazuje, że rozszerzenie tematu było spójne, a nie przypadkowe.

Dopasowanie do search intent i rozszerzenie topical autohority

Najważniejsza zmiana dotyczyła intencji użytkownika. Pierwsza wersja artykułu odpowiadała na jedno konkretne pytanie: jak wygląda plan nauki niemieckiego.

Po aktualizacji artykuł zaczął obejmować cały proces:

  • od decyzji o nauce („czy warto”)
  • przez start („od czego zacząć”)
  • po sposób działania („jak się uczyć”, „jak szybko”)

Równocześnie rozszerzony został jego zakres tematyczny — artykuł przestał być pojedynczą odpowiedzią, a stał się kompleksowym źródłem wiedzy dla początkującego użytkownika, obejmującym plan, metody, tempo nauki, samodzielną naukę oraz najczęstsze pytania i wątpliwości.

To fundamentalna różnica, ponieważ Google nie ocenia treści wyłącznie przez pryzmat słów kluczowych, ale przede wszystkim przez to, czy odpowiada ona na rzeczywiste potrzeby użytkownika w danym kontekście.

Wzrost użyteczności jako czynnik pośredni SEO

Checklisty i uporządkowana struktura nie są bezpośrednim czynnikiem rankingowym.
Ale wpływają na coś, co już ma znaczenie:

  • sposób korzystania z treści,
  • czas spędzony na stronie,
  • zaangażowanie użytkownika.

Artykuł przestaje być tylko informacją. Zaczyna być narzędziem, a to zmienia sposób, w jaki użytkownik z nim pracuje.

Naturalne rozszerzenie pokrycia fraz (bez keyword stuffing)

Ważnym elementem tego case jest to, czego tu nie było: sztucznej optymalizacji pod słowa kluczowe.

Frazy pojawiły się jako efekt:

  • rozszerzenia tematu,
  • dopasowania do pytań użytkowników,
  • zmiany struktury treści.

To podejście jest znacznie bardziej skalowalne niż klasyczne „pisanie pod keyword”.

Spadek CTR – dlaczego to naturalny efekt wzrostu widoczności?

Po aktualizacji artykułu jednym z widocznych efektów był spadek średniego CTR. W oderwaniu od kontekstu taki sygnał może sugerować problem — w praktyce jednak jest to bardzo typowy scenariusz przy rozszerzaniu widoczności w SEO.

W pierwszej wersji artykuł funkcjonował w stosunkowo wąskim zakresie zapytań. Pojawiał się głównie na frazy dobrze dopasowane do jego treści i często zajmował wysokie pozycje. W takim układzie użytkownik trafia na wynik, który precyzyjnie odpowiada jego potrzebie — a to naturalnie przekłada się na wyższy CTR.

Po aktualizacji sytuacja zmieniła się zasadniczo. Artykuł zaczął pojawiać się w wynikach wyszukiwania znacznie częściej, ale też w bardziej zróżnicowanych kontekstach. Obejmuje to zarówno zapytania bardzo konkretne, jak i bardziej ogólne, konkurencyjne lub takie, dla których strona nie znajduje się w ścisłej czołówce wyników.

To prowadzi do zmiany struktury danych.

Większa liczba wyświetleń pochodzi z miejsc, gdzie:

  • użytkownik ma więcej alternatyw do wyboru,
  • pozycja artykułu jest niższa,
  • intencja nie jest tak jednoznaczna jak wcześniej.

W efekcie średni CTR spada, ale nie dlatego, że wynik jest mniej atrakcyjny. Spada dlatego, że artykuł zaczyna funkcjonować w szerszym ekosystemie zapytań.

CTR to średnia z wielu różnych sytuacji. Im większy zasięg artykułu, tym bardziej zróżnicowany ten wskaźnik. W tym przypadku spadek CTR idzie w parze ze wzrostem liczby kliknięć i wyświetleń. To oznacza, że artykuł nie traci skuteczności – zmienia jedynie sposób, w jaki generuje ruch. Z modelu opartego na wąskim dopasowaniu przechodzi do modelu szerokiego pokrycia zapytań.

Co można zrobić, żeby teraz poprawić CTR?

Dopiero na tym etapie pojawia się przestrzeń do dalszej optymalizacji. Gdy artykuł osiąga szeroką widoczność, można zacząć pracować nad tym, jak zwiększyć udział kliknięć w ramach już zdobytego zasięgu.

Najważniejsze jest odejście od patrzenia na średni CTR jako jeden wskaźnik. Znacznie więcej wartości daje analiza na poziomie konkretnych zapytań – szczególnie tych, które mają wysoką liczbę wyświetleń i relatywnie dobrą pozycję, ale nie generują proporcjonalnej liczby kliknięć. To właśnie tam znajduje się największy potencjał.

W praktyce oznacza to doprecyzowanie komunikatu w wynikach wyszukiwania. 

  • Meta title i description powinny lepiej odzwierciedlać różne intencje użytkowników, które artykuł już obsługuje – nie tylko jedną główną. W tym przypadku można rozważyć wyraźniejsze zaakcentowanie elementów takich jak „plan krok po kroku”, „od czego zacząć” czy „samodzielna nauka”, które realnie pojawiają się w zapytaniach.
  • Drugim kierunkiem jest zwiększenie konkretu w komunikacji. Użytkownik częściej klika w wynik, który jasno obiecuje rozwiązanie jego problemu, np. wskazuje czas, efekt lub formę (plan, checklista, konkretne kroki). Artykuł już to zawiera, więc kolejnym krokiem jest lepsze „pokazanie” tej wartości na poziomie SERP.

Warto też pamiętać, że CTR w dużej mierze zależy od pozycji. Dla części zapytań poprawa tego wskaźnika nie będzie możliwa bez dalszego wzrostu rankingów – dlatego optymalizacja CTR i optymalizacja widoczności zawsze idą ze sobą w parze.

Najważniejszy wniosek jest jednak taki, że spadek CTR nie wymaga natychmiastowej reakcji. To naturalny etap przejścia do większej skali. Dopiero gdy widoczność jest stabilna i szeroka, optymalizacja tego wskaźnika zaczyna mieć realny wpływ na dalszy wzrost ruchu.

Dlaczego „automatyczna optymalizacja” często nie daje takich efektów?

Na pierwszy rzut oka opisane działania mogą wydawać się proste do odtworzenia — szczególnie w czasach, gdy narzędzia AI potrafią w kilka minut „rozbudować” artykuł, dodać nagłówki czy sekcję FAQ.

W praktyce jednak tego typu automatyczna optymalizacja rzadko prowadzi do podobnych rezultatów. Powód jest dość prosty. W tym przypadku punktem wyjścia nie była sama treść, ale dane — przede wszystkim analiza zapytań z Google Search Console. To one pokazały, gdzie artykuł ma potencjał, na jakie frazy już się wyświetla i jakich odpowiedzi realnie oczekują użytkownicy.

AI może wygenerować tekst, ale nie pokaże Ci, gdzie leży realny potencjał wzrostu.

Wnioski – jak powtórzyć ten efekt u siebie?

Opisany case spokojnie może być dla Ciebie inspiracją do aktualizacji własnych treści. Opisując go chciałabym Ci pokazać, że największy potencjał w SEO często nie leży w nowych treściach (być może jako copywriter strzelam sobie w kolano :-)), ale w tych, które już istnieją i mają widoczność.

1. Zacznij od danych, nie od pisania

    Pierwszym krokiem nie powinna być edycja tekstu, tylko analiza. To właśnie dane z Google Search Console pokazały:

    • na jakie zapytania artykuł już się wyświetla,
    • gdzie ma potencjał, ale nie dowozi treści,
    • jakie intencje nie są w pełni pokryte.

    Bez tego łatwo wpaść w pułapkę „pisania więcej”, zamiast „pisania lepiej”.

    2. Szukaj luk, nie słów kluczowych

    Kluczowe pytanie nie brzmi: „jakie frazy dodać?”. Tylko: „na jakie pytania użytkownik nie znajduje tu jeszcze odpowiedzi?”.

    To zupełnie inne podejście. W przytoczonym przykładzie wzrost nie wynikał z dodania słów kluczowych, tylko z uzupełnienia brakujących elementów:

    • punktu startowego,
    • sposobu nauki,
    • realnych wątpliwości użytkownika.

    3. Rozbuduj treśc procesu, nie jednego tematu

      Artykuły, które dobrze skalują się w SEO, rzadko odpowiadają na jedno pytanie. Zamiast tego obejmują cały proces:

      • decyzję,
      • start,
      • działanie,
      • rozwój.

      Dzięki temu mogą pojawiać się w wielu kontekstach wyszukiwania.

      4. Uporządkuj treść tak, żeby była „skanowalna”

      Struktura ma znaczenie — nie tylko dla SEO, ale przede wszystkim dla użytkownika. Nagłówki, checklisty, podziały skracają czas znalezienia odpowiedzi, zwiększają użyteczność i oprawiają zaangażowanie. To elementy, które często są traktowane jako „estetyka”, a w praktyce wpływają na skuteczność treści.

      5. Gdy to możliwe – aktualizuj zamiast pisać od nowa

      W wielu przypadkach szybciej i efektywniej jest poprawić istniejący artykuł niż tworzyć nowy. Szczególnie jeśli:

      • ma już widoczność,
      • pojawia się na różne zapytania,
      • ma historię w Google.

      Najtańszy wzrost w SEO to aktualizacja treści, która już rankuje, ale ma szansę na wyższe pozycje.

      Kilka słów na koniec (i jak mogę Cię wesprzeć)

      Ten case study dobrze pokazuje, że SEO to nie zawsze kwestia „robienia więcej”. Zamiast tworzyć nowy artykuł, wystarczyło przyjrzeć się temu, co już jest, zrozumieć dane i uzupełnić to, czego brakowało użytkownikowi.

      To jest podejście, które stosuję w pracy najczęściej. Analiza danych to podstawa. 

      Nie masz czasu zajmować się aktualizacją treści? Zleć mi to. Zajmuję się nie tylko tworzeniem treści od podstaw, ale też ich aktualizacją i skalowaniem – właśnie w taki sposób, jak w tym case study.

      Wystarczy mi dostęp do Twojego Google Search Console. Wybiorę tekst z potencjałem i zajmę się jego odświeżeniem. Za kilka miesięcy sprawdzimy efekty. 

      A jeśli chcesz najpierw zrozumieć i uporządkować fundamenty SEO na swojej stronie – przygotowałam e-book „SEO w pigułce” w którym pokazuję moje podejście krok po kroku.

      Kasia Grzech
      Kasia Grzech

      Copywriterka i specka od SEO z ponad 15-letnim doświadczeniem. Uczę innych, jak tworzyć skuteczne treści, które królują na pierwszych pozycjach w wyszukiwarce Google. Organizuję #seoŚrody, na których oswajam tematy związane z pozycjonowaniem, przekładając trudne definicje SEO na prosty, zrozumiały dla każdego język.

      Artykuły: 60

      Dodaj komentarz